Fot. Monika Bajkowska
Pierwszy katar “zaliczyliśmy”, gdy synek skończył 2 miesiące. Wezwałam lekarza, bo akurat był weekend a ja – świeżo upieczona mama – byłam bezradna wobec zatkanego noska mojego maluszka. Doktor przepisał witaminę C, zakraplanie solą fizjologiczną i odciąganie kataru fridą, podanie na noc czopka uspokajającego, postawienie garnka z parującą wodą obok łóżeczka, podniesienie nóżek łóżeczka od strony główki – czyli nic, czego bym już nie wiedziała wcześniej. Nie musiałam pędzić do apteki, bo wszystkie specyfiki miałam w domu.
Nasza apteczka do tej pory jest raczej malutka – syropy na kaszel, przepisywane przez doktora przy okazji sporadycznie zdażających się infekcji, preparat na “brzydkie kupy”, zakupiony na wszelki wypadek, żel przeciw ukąszeniom komarów i chłodzący żel przeciw oparzeniom (raz niestety już się przydał). Syropy przeciwgorączkowe i przeciwbólowe, coś do psikania noska i gardła – i to w zasadzie wszystko. Typowa apteczka zdrowego malucha, którego nie gnębią alergie, nie dotykają częste infekcje, nie ma zaparć ani innych problemów brzuszkowych, o poważniejszych chorobach nie wspominając.
Jednak przed sezonem wiosenno-letnim na pewno sprawdzę, co jeszcze się nam przyda: na razie przychodzi mi na myśl tylko jeden brak – nie mamy nic do przemywania rozbitych kolan. A w tym roku raczej na pewno trzeba się przygotować i na tę ewentualność. Przeczytaj, co powinna zawierać:
A co wy macie w apteczkach waszych maluchów?












Panie kierowco bedę rzyg.... !